– Najwięcej sygnałów o szkodliwej działalności szarka komośnika pochodzi na południu kraju z Lubelszczyzny z okolic Cukrowni Werbkowice, okolic Zamościa i Hrubieszowa. Tam ten szkodnik sieje spustoszenie, ale jak się okazuje nie na każdej plantacji buraka cukrowego występuje on bardzo licznie. Zapewne czynniki pogodowe – ochłodzenie i przymrozki – są czynnikiem go ograniczającym. Aczkolwiek na niektórych plantacjach wystąpił on bardzo licznie – w ciągu doby potrafiło się złapać nawet kilkadziesiąt osobników w pułapce feromonowej – donosi prof. Bereś z IOR–PIB.
Szarek komośnik pojawił się już wprawdzie wcześniej w tamtym rejonie, ale z powodu chłodów buraki wschodziły nierównomiernie i rolnicy wstrzymywali się z zabiegiem zwalczającym. Jednak po opadach deszczu i ociepleniu, buraki nadrobiły rozwój.
– Szarek kiedy jest chłodno chowa się w glebie i oczekuje na ocieplenie. Teraz to ma miejsce, co tym samym uaktywniło szarka. Są jednak także i takie plantacje, które przy poprzednim ociepleniu zostały mocno uszkodzone przez tego szkodnika, do tego stopnia, że rolnicy rozważali nawet przesianie plantacji. Pamiętajmy, że szarek komośnik jest szczególnie groźny w fazie 2–4 liści właściwych buraków – dodaje prof. Bereś.
(topagrar.pl)